Po dekadzie ruchu „body positive” oraz wzrastającej świadomości dbania o cały organizm trendy zatoczyły koło. Na wybiegach, ściankach, ekranach widzimy ponownie wychudzone aktorki i modelki, a leki GLP-1 stały się najpopularniejszym sposobem odchudzania. Co tak naprawdę Ozempic robi z naszym ciałem i czy będzie to największy trend tego dziesięciolecia? Głos zabiera lekarka medycyny estetycznej i regeneracyjnej.
Oglądając zdjęcia i filmy z premier filmowych coraz więcej osób zastanawia się nad tym, jak to się stało, że w ciągu ostatniego roku, czołowe światowe sławy na czele z Emmą Stone, Arianą Grande, Jenną Ortegą czy Christiną Aguilerą zmieniły się nie do poznania. Ich sylwetki drastycznie się skurczyły, a one same zostały natychmiast oskarżone przez fanów o stosowanie popularnego leku na cukrzycę.
Świat show-biznesu po latach ruchu „body positive” na czele którego stała chociażby Meghan Trainor z hitem „All About That Bass”, pokazującym, że większe rozmiary niż 0 też są piękne, powrócił do mody z początku lat 90. I 2000. W Hollywood ponownie króluje nadmierna chudość, a wręcz „heroin chic”. Sama Meghan uległa tej modzie, co spotkało się z dużą krytyką fanów. Nowego wyglądu nie uzyskuje się jednak jedynie ćwiczeniami i dietą, a za pomocą leków z grupy GLP-1.
– To prawda, leki z grupy GLP-1, czyli popularny Ozempic czy Munjaro, zaczęły być wykorzystywane niezgodnie z pierwotnym przeznaczeniem. Warto na początku zaznaczyć, że leki z grupy agonistów receptora GLP-1 to nie są preparaty kosmetyczne ani popularne „zastrzyki na odchudzanie”. To jedna z najważniejszych zmian, jakie dokonały się w ostatnich dekadach w leczeniu cukrzycy typu 2 i choroby otyłościowej. Ich pojawienie się zmieniło również sposób, w jaki medycyna patrzy na otyłość. Coraz rzadziej traktujemy ją wyłącznie jako skutek braku silnej woli, a coraz częściej jako przewlekłą, nawrotową chorobę, w której zaburzone są mechanizmy głodu, sytości i regulacji masy ciała – tłumaczy dr Karolina Mołas, lekarz medycyny estetycznej i regeneracyjnej, ekspertka w dziedzinie longevity.
Dla wielu osób świata mody, filmu, social mediów liczy się jednak skutek, a skutkiem przyjmowania tego typu leków jest utrata wagi, tak obecnie pożądana.
Dla kogo naprawdę są leki GLP-1 i jak działają?
Przeznaczeniem Ozempicu było leczenie osób z cukrzycą typu 2. Lekarka tłumaczy, że GLP-1 działa w kilku miejscach jednocześnie. W trzustce zwiększa wydzielanie insuliny przede wszystkim wtedy, kiedy stężenie glukozy jest podwyższone i ogranicza nieadekwatne wydzielanie glukagonu. Bardzo interesujące jest jego działanie na ośrodkowy układ nerwowy i obszary regulujące głód, sytość, nagrodę oraz zachowania żywieniowe.
– Przyjmując tego typu leki pacjent szybciej odczuwa sytość, dłużej ją utrzymuje, ma mniejszą potrzebę podjadania i rzadziej doświadcza tzw. food noise, czyli nieustannego myślenia o jedzeniu. To dla wielu osób bardzo ważne doświadczenie. Po raz pierwszy nie muszą przez cały dzień walczyć ze swoim apetytem i mogą podejmować decyzje żywieniowe w znacznie spokojniejszych warunkach – mówi dr Karolina Mołas.
Leki te spowalniają również opróżnianie żołądka, szczególnie na początku terapii i po zwiększeniu dawki. Nie można jednak powiedzieć, że człowiek chudnie wyłącznie dlatego, że pokarm dłużej pozostaje w żołądku. Najważniejszym mechanizmem jest zmniejszenie ilości przyjmowanej energii wynikające ze zmiany regulacji głodu i sytości. U części osób maleje również ochota na słodkie, tłuste i wysoko przetworzone produkty. Lek nie „spala tłuszczu” samodzielnie i nie zwalnia człowieka z dbania o sposób odżywiania, ruch, sen i regenerację. Daje natomiast biologiczną przestrzeń, w której wprowadzenie tych zmian staje się łatwiejsze.
– W leczeniu masy ciała leki te są przeznaczone przede wszystkim dla osób z BMI wynoszącym co najmniej 30 kg/m² albo od 27 kg/m², jeżeli występuje przynajmniej jedna choroba związana z nadmierną masą ciała, na przykład stan przedcukrzycowy, cukrzyca typu 2, nadciśnienie, dyslipidemia, obturacyjny bezdech senny czy choroba sercowo-naczyniowa. BMI nie powinno jednak być jedynym kryterium. Lekarz powinien ocenić obwód talii, rozmieszczenie tkanki tłuszczowej, skład ciała, choroby współistniejące, wcześniejsze próby redukcji, sposób odżywiania, przyjmowane leki oraz ryzyko niedożywienia i utraty mięśni – tłumaczy dr Karolina Mołas.
Lekarka podkreśla, że nie jest to terapia dla zdrowej, szczupłej osoby, która przed wakacjami chce stracić trzy czy cztery kilogramy. Szczególnej ostrożności wymagają osoby starsze, wyjściowo szczupłe, z małą masą mięśniową, zaburzeniami odżywiania, ciężką gastroparezą albo nawracającymi chorobami pęcherzyka żółciowego. Ten sam lek może mieć bardzo korzystny bilans korzyści i ryzyka u pacjenta z otyłością i wysokim ryzykiem metabolicznym, a zupełnie nieuzasadniony u osoby z prawidłową masą ciała.
„Ozempic face” króluje w Hollywood, czyli co dzieje się z naszym wyglądem po stosowaniu leków GLP-1?
Stosowanie Ozepmiku na odchudzanie, stało się tak popularne, że w pewnym momencie zaczęło go brakować dla pacjentów potrzebujących leku w leczeniu cukrzycy. Społeczeństwo również krytycznie podchodzi do zażywania go, nazywając to drogą na skróty. Nie przeszkadza to jednak gwiazdom, które chudną na potęgę właśnie dzięki lekom GLP-1. Kontrowersje wywołała także reklama leku przez samą Serenę Williams, która przyznała się do zrzucenia wagi właśnie dzięki m.in. Ozempicowi. Fani zaczęli sami zwracać uwagę na zmiany w wyglądzie swoich idoli, nazywając wprost ich twarze „ozempic face”.
– Tak zwane „Ozempic face” nie jest osobną chorobą ani toksycznym działaniem semaglutydu na skórę. Najczęściej jest konsekwencją szybkiej utraty podskórnej tkanki tłuszczowej twarzy, odwodnienia, niedoborów białkowych i zmniejszenia objętości podporowej tkanek. Właśnie to obserwujemy chociażby u Sharon Osbourne czy Kelly Osbourne. Podobny efekt może wystąpić oczywiście po każdej dużej redukcji. Na twarzy widzimy zapadnięcie skroni i policzków, większą wiotkość, zaznaczenie bruzd i pogorszenie jakości skóry – mówi dr Karolina Mołas.
Z punktu widzenia medycyny estetycznej najpierw należałoby ustabilizować masę ciała, tempo redukcji, nawodnienie i odżywienie, a dopiero później planować zabiegi regeneracyjne lub wolumetryczne. Nie powinniśmy kompulsywnie uzupełniać każdego ubytku w trakcie intensywnego chudnięcia, ponieważ twarz nadal będzie się zmieniać. Najrozsądniejsze efekty uzyskuje się wtedy, kiedy medycyna estetyczna nie próbuje maskować konsekwencji źle prowadzonej redukcji, ale staje się elementem kompleksowej opieki nad pacjentem.
Inne skutki uboczne o których należy wiedzieć
„Ozempic face” czy nadmierna utrata mięśni to nie jedyny skutek nadmiernego chudnięcia przez leki GLP-1. Podobnie wygląda kwestia wypadania włosów.
– Często nie jest to bezpośrednia toksyczność leku, lecz łysienie telogenowe związane z szybkim chudnięciem, deficytem kalorii i białka, niedoborem żelaza, stresem metabolicznym czy zaburzeniami hormonalnymi. Objawy mogą pojawić się dopiero po kilku miesiącach. W takiej sytuacji warto ocenić tempo redukcji, dietę, morfologię, ferrytynę, TSH oraz inne możliwe przyczyny, zamiast automatycznie przypisywać wszystko działaniu GLP-1 – radzi dr Karolina Mołas.
Do rzadszych, ale ważnych powikłań należą ostre zapalenie trzustki oraz choroby pęcherzyka żółciowego, w tym kamica i zapalenie pęcherzyka. Ryzyko problemów żółciowych może wynikać zarówno z działania leczenia, jak i z szybkiej utraty masy ciała. Silny, utrzymujący się ból nadbrzusza, szczególnie promieniujący do pleców, wymaga pilnej diagnostyki.
Lekarka zaznacza również, że po odstawieniu leku nie pojawia się uzależnienie ani klasyczny zespół abstynencyjny. Stopniowo wygasa jednak biologiczne działanie ograniczające apetyt. Oznacza to powrót głodu, zmniejsza się sytość i ponownie może pojawić się intensywne myślenie o jedzeniu. Organizm po dużej redukcji dodatkowo uruchamia mechanizmy broniące wcześniejszej masy ciała. To nie jest słabość charakteru pacjenta, lecz przewidywalna fizjologia. Badania STEP 1 wykazały, że rok po odstawieniu semaglutydu, uczestnicy odzyskali średnio około dwóch trzecich utraconej wcześniej masy ciała. Wraz ze wzrostem wagi część poprawy ciśnienia, glikemii i innych parametrów metabolicznych zaczęła zanikać.
– Nie oznacza to automatycznie, że każdy pacjent musi przyjmować lek do końca życia w tej samej dawce. U jednej osoby właściwa będzie długoterminowa dawka podtrzymująca, u innej ostrożna próba jej zmniejszenia, a u kolejnej zmiana sposobu leczenia. Przed próbą odstawienia warto ustabilizować masę ciała, zbudować regularność posiłków, zabezpieczyć odpowiednią podaż białka, wdrożyć trening oporowy, poprawić sen i rozpoznać emocjonalne mechanizmy jedzenia – podkreśla dr Karolina Mołas.
GLP-1 są to bardzo skuteczne, nowoczesne leki, które u właściwie zakwalifikowanych pacjentów mogą poprawić zdrowie, ograniczyć ryzyko powikłań i wydłużyć życie. Nie są jednak obojętnym skrótem do szczuplejszej sylwetki. Wymagają indywidualnego dawkowania, kontroli odżywienia i masy mięśniowej oraz przemyślanego planu długoterminowego. Sama utrata kilogramów nie jest jeszcze pełnym sukcesem. Sukcesem jest redukcja przede wszystkim tkanki tłuszczowej przy zachowaniu mięśni, siły, sprawności i dobrej jakości życia. Dlatego warto być pod opieką wykwalifikowanych lekarzy, a nie ślepo podążać za modą z Hollywood, gdzie wymagania dotyczące wyglądu kobiet od dziesięcioleci są nierealistyczne.
Dr Karolina Mołas – Lekarz medycyny estetycznej i regeneracyjnej, szkoleniowiec oraz właścicielka kliniki medycyny estetycznej w Warszawie pracującej w nurcie Longevity i Slow Medicine. Od ponad 20 lat związana z praktyką kliniczną, konsekwentnie rozwija podejście łączące medycynę regeneracyjną, biologię starzenia oraz estetykę opartą na anatomii i procesach fizjologicznych.
Absolwentka Wydziału Lekarskiego Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego. Członkini Polskie Towarzystwo Medycyny Estetycznej i Anti-Aging oraz Polskie Towarzystwo Medycyny Długowieczności.
W pracy klinicznej i szkoleniowej promuje filozofię Slow Medicine: terapię planowaną etapowo, bezpieczną, opartą na procesie, a nie na natychmiastowym efekcie. Jej misją jest tworzenie medycyny estetycznej nowej generacji, świadomej, regeneracyjnej i zorientowanej na zdrowe długowieczne piękno.

